poniedziałek, 16 lutego 2015

W moim Archipelagu tysiące Wysp.
Ile Wysp, tyle historii.
Matki perfekcyjne, niepogodzone, zauroczone, nadaktywne, planujące, nieobecne...
Z niektórymi mam kontakt.
Nie znam takiej, która miałaby podejście takie samo, jak ja.
A chciałabym pewnie mieć wsparcie idealnie przylegające. Taką drugą mnie, gdzieś nieopodal. Żeby się nawzajem utwierdzać i inspirować.
Niestety.
I w związku z tym czasem bardziej cieszą Goście.
Goście na Wyspie, którzy lubią mnie i moje dziecko. Nie wiem, co trudniejsze. Myślę, że jednak lubić moje dziecko jest łatwiej...
Gość na Wyspie to skarb.
Gość więcej znaczy, niż ktoś, kto z odległej Wyspy przesyła znaki dymne.
Gość patrzy na moje dziecko, przygląda się, zastanawia i mówi: "Ale fajne te spodnie...". I ani słowa o zespole Downa.
Niby gość, a przyjaciel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz