Nad Wyspą jasne niebo.
Wyspiarz umie coraz więcej.
Patrzę na niego i zastaję na swojej twarzy uśmiech. Do niedawna zastawałam łzy. Morze łez wokół Wyspy.
Co będzie, gdy morze wyschnie? Może bez morza, to nie będzie już Wyspa? Może po dnie morza przejdziemy suchą stopą do wolności?
Jeszcze nie raz wrócę na Wyspę, wiem.
Wyspa to stan ducha.
czwartek, 15 stycznia 2015
niedziela, 4 stycznia 2015
Spowszedniała mi Wyspa.
Patrzę przez lornetkę, na stały ląd i czasem nie zauważam różnicy.
Wspomnienia coraz mniej mają siły. Nie wiszą u szyi, nie sciskają przy lada podmuchu.
Co u Wyspiarza?
A dziękuję, dziękuję, dobrze. Zgodnie z pewną skalą rozwoju mowy znajduje się pomiędzy drugim i trzecim rokiem życia. Lada moment skończy trzy, więc możnaby rzec: wypas.
Ja wypasam się na jego czułości. Już ledwo mieszczę się w zbroi.
Szczęśliwego Nowego Roku.
Patrzę przez lornetkę, na stały ląd i czasem nie zauważam różnicy.
Wspomnienia coraz mniej mają siły. Nie wiszą u szyi, nie sciskają przy lada podmuchu.
Co u Wyspiarza?
A dziękuję, dziękuję, dobrze. Zgodnie z pewną skalą rozwoju mowy znajduje się pomiędzy drugim i trzecim rokiem życia. Lada moment skończy trzy, więc możnaby rzec: wypas.
Ja wypasam się na jego czułości. Już ledwo mieszczę się w zbroi.
Szczęśliwego Nowego Roku.
sobota, 19 lipca 2014
Potrafię zadecydować, że nie chcę się martwić.
Potrafię pomyśleć, że bez Wyspiarza byłoby smutno.
Potrafię dostrzec, że wspólny czas do tej pory wcale nie był trudny.
Nie potrafię nie zazdrościć.
Ostatnio znowu urodziły się dzieci. Dwójeczka nieplanowanych, idealnych, trzecich dzieci. "Ojej, ojej, a my nic nie mamy, bo my wszystko już wyrzuciliśmy i oddaliśmy, a tu niespodzianka" i jeszcze: "Z downem to bym zniosła, ale te wszystkie autyzmy...".
I są nadal takie wieczory, gdy w zetknięciu z ludźmi o życiach doskonałych, moją Wyspę ogołaca sztorm.
Wszystko mam już poukładane, doniczki poustawiane, lampioniki świecą przy altanie i widzę przyszłość swoją w kolorach nieciemnych, a tu nagle przejdzie mi po piachu taka, co to z downem dziecko by zniosła (a która oczywiście znosić nie musi, bo urodzi zdrowe nieplanowane) i łup! Stoję na gołych kamieniach, a mewy na mnie srają.
Ale generalnie progres jest i wino różowe.
Salut!
"Aż tu wielki grad wybił co mógł
Ziemię zmył nagły skok wód
Wyspa znów z nagiego piasku jest."
/Perfect, "Wyspa, drzewo, zamek"/
Potrafię pomyśleć, że bez Wyspiarza byłoby smutno.
Potrafię dostrzec, że wspólny czas do tej pory wcale nie był trudny.
Nie potrafię nie zazdrościć.
Ostatnio znowu urodziły się dzieci. Dwójeczka nieplanowanych, idealnych, trzecich dzieci. "Ojej, ojej, a my nic nie mamy, bo my wszystko już wyrzuciliśmy i oddaliśmy, a tu niespodzianka" i jeszcze: "Z downem to bym zniosła, ale te wszystkie autyzmy...".
I są nadal takie wieczory, gdy w zetknięciu z ludźmi o życiach doskonałych, moją Wyspę ogołaca sztorm.
Wszystko mam już poukładane, doniczki poustawiane, lampioniki świecą przy altanie i widzę przyszłość swoją w kolorach nieciemnych, a tu nagle przejdzie mi po piachu taka, co to z downem dziecko by zniosła (a która oczywiście znosić nie musi, bo urodzi zdrowe nieplanowane) i łup! Stoję na gołych kamieniach, a mewy na mnie srają.
Ale generalnie progres jest i wino różowe.
Salut!
"Aż tu wielki grad wybił co mógł
Ziemię zmył nagły skok wód
Wyspa znów z nagiego piasku jest."
/Perfect, "Wyspa, drzewo, zamek"/
poniedziałek, 16 czerwca 2014
niedziela, 1 czerwca 2014
Refleksja.
Nina Andrycz nie miała dzieci. Nie miała, bo nie chciała. Bała się, że dziecko mogłoby urodzić się "kalekie". Kiedy przeczytałam o tym kilka lat temu pomyślałam, że to zimna baba. Dzisiaj myślę, że jej decyzja świadczy o mądrości, samoświadomości i pokorze.
Żadnego "chcę mieć kogoś do kochania!". Dziecka nie rodzimy sobie. Przez nas przepływa życie. A życie to misterna układanka na poziomie atomowym. I pomyłeczki się zdarzają, oj zdarzają... Warto to brać pod uwagę.
Koniec refleksji.
Nina Andrycz nie miała dzieci. Nie miała, bo nie chciała. Bała się, że dziecko mogłoby urodzić się "kalekie". Kiedy przeczytałam o tym kilka lat temu pomyślałam, że to zimna baba. Dzisiaj myślę, że jej decyzja świadczy o mądrości, samoświadomości i pokorze.
Żadnego "chcę mieć kogoś do kochania!". Dziecka nie rodzimy sobie. Przez nas przepływa życie. A życie to misterna układanka na poziomie atomowym. I pomyłeczki się zdarzają, oj zdarzają... Warto to brać pod uwagę.
Koniec refleksji.
środa, 28 maja 2014
W maju powstał Wyspiarz. Od początku był inny. Odrobinkę za dużo gliny na niego użyto. Ta odrobinka zepsuła tak wiele. Jeden chromosom za dużo, a tak wiele za mało. Za dużo soli - za mało smaku. Za dużo słońca - za mało wody. Za dużo wody - za mało lądu. No nie może być za dużo. Musi być w sam raz.
Pewna matka bardzo stara się o to, by jej czwarte dziecko nie musiało iść do zwykłej szkoły. Ta szkoła jest tak daleko, a ona ma tylko rower. Najlepiej byłoby, gdyby to najmłodsze poszło tak jak trójka starszych, do szkoły specjalnej. No, najlepiej by było, najwygodniej...
A ja głupia martwię się, tym nieszczęsnym upośledzeniem. Dla mnie to za dużo soli. A dla niej - w sam raz.
Pewna matka bardzo stara się o to, by jej czwarte dziecko nie musiało iść do zwykłej szkoły. Ta szkoła jest tak daleko, a ona ma tylko rower. Najlepiej byłoby, gdyby to najmłodsze poszło tak jak trójka starszych, do szkoły specjalnej. No, najlepiej by było, najwygodniej...
A ja głupia martwię się, tym nieszczęsnym upośledzeniem. Dla mnie to za dużo soli. A dla niej - w sam raz.
wtorek, 27 maja 2014
Jak to robią inni, do jasnej cholery?
Jak to robią inni, że nie oszaleli, że mają odwagę mówić, że są szczęśliwi?
Jak to robią inni, że nie umierają z zazdrości?
Ja umieram. Zazdrość rośnie we mnie z każdym miesiącem. Jak nowotwór w głowie. W końcu rozsadzi mi czaszkę. Albo porwę jakieś zdrowe niemowlę komuś z wózka...
Zazdrość ogranicza widoczność. Przesłania mi wszystko to, co udane. Degraduje to.
Zamiast coraz lżej, jest mi coraz ciężej. To sprzeczne z teoriami wszystkich potrzebujeszczasów oraz toniekoniecświatowców...
Pewna kobieta opowiadała mi o tym, że miewała w dzieciństwie bardzo wysokie gorączki. Było jej wtedy tak ciężko, jakby przygniatała ją kula ziemska. Tak sobie myślała, mając kilka lat. Ja tak właśnie leżę pod Ziemią. Rozgnieciona między nią, a niebem. Plecami do nieba, ze światem na brzuchu, ledwo oddycham.
Jak to robią inni, że nie oszaleli, że mają odwagę mówić, że są szczęśliwi?
Jak to robią inni, że nie umierają z zazdrości?
Ja umieram. Zazdrość rośnie we mnie z każdym miesiącem. Jak nowotwór w głowie. W końcu rozsadzi mi czaszkę. Albo porwę jakieś zdrowe niemowlę komuś z wózka...
Zazdrość ogranicza widoczność. Przesłania mi wszystko to, co udane. Degraduje to.
Zamiast coraz lżej, jest mi coraz ciężej. To sprzeczne z teoriami wszystkich potrzebujeszczasów oraz toniekoniecświatowców...
Pewna kobieta opowiadała mi o tym, że miewała w dzieciństwie bardzo wysokie gorączki. Było jej wtedy tak ciężko, jakby przygniatała ją kula ziemska. Tak sobie myślała, mając kilka lat. Ja tak właśnie leżę pod Ziemią. Rozgnieciona między nią, a niebem. Plecami do nieba, ze światem na brzuchu, ledwo oddycham.
Subskrybuj:
Posty (Atom)