czwartek, 5 grudnia 2013

Mamy stały kontakt z pewną znachorką. Objeżdża okoliczne Wyspy i ćwiczy z dzieciakami. Ona patrzy na moje dziecko oczami, które przywykły do przykurczonych paluszków, rozlanych brzuszków, nóżek, które nie chcą chodzić, główek, które nie chcą myśleć. Patrzy na moje dziecko i śmieje się do niego. Lubi je i co chwila chwali. Bo naśladuje, bo jest twórcze, bo nieustannie robi postępy, bo jest pogodne. Tak się zachwyca, że można uwierzyć, że się złapało Pana Boga za nogi. Że Wyspiarz, to ósmy cud świata. W sumie to trochę racji w tym jest. Kto jednak, z mijających nas na oceanie ludzi wie, że mogło być gorzej? Któż pomyśli, że to cud, że jest tak, jak jest? Spij wulkanie, śpij. Aaaaa, kotki dwa, szare bure obydwa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz